here we go again
here we go again Od ostatniego wpisu minęły 3 miesiące. Ile się zmieniło? Nic. Prócz tego, że średnio raz na miesiąc przeżywam kłótnie zahaczająca o słowa „spierdalaj” bądź „wypierdalaj z mojego życia”… to nic. No i prócz kłamstwa, którego od kilku dni nie potrafię wybaczyć… to nic. Nic się nie zmieniło. Ostatnio czuję się jak zabawka, w której kończą się baterie. Która jeszcze coś tam podziała, ale w sumie to jest już coraz częściej odrzucana na bok. Nikt nie pamięta o tym, aby wymienić w niej te baterie, aby naładować ją od nowa. Wiecie czym jest kobieca intuicja? Mnie nigdy nie zawiodła. Tym razem również nie pomyliła się ani trochę. I tak jak przeżywam często overthinking, który odbiera mi stuprocentową radość z życia, tak również zawsze miałam dzięki temu rację. Tak potrafię połączyć kropki, wyhaczyć każde inne zachowanie, aż dojdę do prawdy. Niestety tej, która w 99% jest dla mnie krzywdząca. I tak od dwóch dni czuję się cholernie niewystarcza...