too much

 Cześć.

Znów się tu spotykamy. Gdy przytłaczają mnie emocje, najczęściej te negatywne, przychodzę tutaj, aby wyrzucić to z siebie. Siedząc w osamotnieniu, w tle leci cicho puszczona, kolejna z moich nowo ulubionych smutnych ballad o miłości. A ja smarkam w setną chusteczkę by pozbyć się ciążących mi łez. 

I mogłabym zganiać to na „te dni” w miesiącu, albo na zmęczenie, które mnie ostatnio dopadło, czy złość, która od kilku dni się we mnie kumuluje. A prawda jest taka, że to wszystko razem tworzy mieszankę wybuchową. A wisienką na torcie jest on. Który od kilku lat nieustannie nie wychodzi z mojej głowy, bo z serca jedną nogą udało mi się go wypchnąć. 


Czasem żałuję, że moje życie emocjonalne na poziomie miłosnym jest tak okropnie zepsute. Wiesz, przypadkiem pokochasz kogoś nieodpowiedniego, od kogo zależy cały twój nastrój każdego dnia, na kogo czekasz i o kim myślisz w każdej sytuacji. A te myśli przychodzą niekontrolowanie prosto z zepsutego serca. Wstanę? Ciekawe czy on wstał. Jem śniadanie? Co on zjadł dobrego? Jak się czuje? Jak spędza dzień? O! Super zdjęcie - wysłałabym mu. Chciałabym mu się pochwalić co kupiłam. Ciekawe czy też by chciał odwiedzić Tajlandię? Wie, że ośmiornice mają trzy serca? Gdybym ja była ośmiornicą, pewnie każde serce należałoby do niego. Śpi? Dobranoc.

I przychodzi taki moment w którym przestajesz nad tym panować. Jest to jak nieodłączna część twojego życia. Czy groźna? Tylko dla mnie. Niesie za sobą konsekwencje, które tylko ja odczuję w późniejszym czasie. Nie potrafiąc tak samo otworzyć się na żadnego innego mężczyznę w swoim życiu. I wtedy zaczynam żałować, że tak wielką rolę w moim życiu odegrał on. 


Jest też druga strona tego medalu. Ta piękna, pozytywna, romantyczna, pełna szczęścia i nowych doświadczeń przepełnionych adrenaliną, która napawa mnie do życia. I ta strona cieszy się, że go spotkała. Że on tyle mi pokazał, tyle mnie nauczył, tyle mi dał. Że poczułam jak to jest mieć koło siebie mężczyznę. Męską rękę, która otuli, wskażę drogę i pogłaszcze po głowie. Którą poda, gdy będę leżała na dnie i którą klepnie w tyłek bym ruszyła na przód. Był pierwszym mężczyzną, który wydobył ze mnie kobiecość i pewność siebie. I tylko ja wiem jak dużo dobrego mi to dało. Jestem mu cholernie wdzięczna za to, że spędził ze mną mnóstwo dobrych chwil, które zapamiętam do końca życia. Jego każdy uśmiech, który ja spowodowałam, wzruszenie i ekscytacja. I wiem, że gdybym tylko mogła to oddałabym mu wszystko, aby jeszcze raz móc spowodować u niego radość. Być powodem tej radości. I nieważne jak oklepanie to brzmi, zrobiłabym dla niego wszystko, a na ślubnym kobiercu będę myśleć tylko o nim próbując w innym mężczyźnie dostrzec jego. Gdy mieszkając w moim wymarzonym domu, pijąc poranną herbatę na tarasie, w każdym przebiegającym polem sąsiedzie będę szukać jego. A jeżdżąc z dziećmi rowerami nad zalewem, będę rozglądać się za nim po okolicy. 


Ale są dni takie jak dzisiaj, że to wszystko mnie przytłacza. I jedna strona cholernie się cieszy, że on może się rozwijać, zwiedzać, poznawać nowe miejsca, a druga strona jest cholernie rozdrażniona. Wiem jak pięknym doświadczeniem jest podróżowanie. Ja zaczęłam to robić z nim. Po Polsce, lawetą, zwiedzieliśmy każdy możliwy zakątek, nie pozwalając sobie na pominięcie niczego ciekawego po drodze. Ale jestem samolubna i tego też nauczyłam się od niego. Jestem wściekła i zazdrosna o to, że ktoś inny patrzy na jego zachwyt i uśmiech, że to nie ja mogę powodować tą radość w nim. Ze z kimś innym rozmawia i dzieli się spostrzeżeniami. I zaczynam się zastanawiać czy nie jestem narcystycznym typem osobowości. 


Dziś, gdy 7 godzinę czekałam na wiadomość od niego, poczułam, że kolejny raz coś we mnie pękło. Zaczęłam martwić się do takiego stopnia, że płacząc sprawdzałam katastrofy lotnicze, kradzieże czy różnego rodzaju ataki. W głowie rodził mi się najgorszy scenariusz. W połączeniu z całą zazdrością, smutkiem i złością, głowa mi pękała. I nawet nie umiem opisać tego słowami, jak się czułam gdy martwiąc się o niego, w głowie odbijały mi się słowa dnia wczorajszego „spierdalaj” czy „odpierdol się” podczas naszej bezsensownej kłótni. 


I dziś mam po prostu okropny dzień. Ale nikt się nawet o to mnie nie zapytał więc na tym skończę. Kolejny raz mnie to przerosło. I jestem w punkcie gdzie rozum mówi „laska odpuść”, ale serce nadal chce widzieć jego uśmiech i czekać na niego. Oglądać codziennie zdjęcia z podróży, wyczekując każdej wiadomości, czuć, że o mnie pamięta, zapyta o moje plany i samopoczucie i nie móc doczekać się na poniedziałek, aby znów go zobaczyć, wtulając się w moje ulubione ramiona i wysłuchać opowieści o jego podróży w której brakowało mu mnie.


Chce wyłączyć głowę chociaż na jeden dzień.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Touch

3 stycznia