Bezradność
Oboje byliśmy zawsze ze sobą szczęśliwi.
Spędzając czas razem, zapominaliśmy o całym świecie, czerpaliśmy radość ze wspólnych, często śmiesznych chwil. Z morsowania w zalewie, rolek wokół Pogorii, leżenia pod hutą w Warszawie czy teraz podróżowaniem do Częstochowy. A później, wracając do domów, kontynuowaliśmy swoje szare życia. Dalej jednak pamiętając o sobie, ale żyjąc osobno, własnymi, osobnymi życiami i idąc odrębnymi drogami.
Nigdy nie szłam Jego drogą.
Od zawsze idę swoją, często wyboistą oraz posiadającą mnóstwo niewidocznych na pierwszy rzut oka dołów. I zawsze potykając się szukałam wzrokiem Jego, a On biorąc mnie na plecy, pokonywał ze mną wszystkie przeszkody i stawiał mnie z powrotem na nogi.
To dlaczego teraz stoi przede mną z łopatą i kopie kolejny dół na mojej drodze?
——————
Weź mnie za rękę, przejdźmy razem ten chujowy okres. Odpuść i uwierz mi, że na nic się nie nakręcam. Po prostu bądź gdzieś pod ręką. Mamy tylko kilka chwil w tygodniu dla siebie. Więc pozwól nam jeszcze czasem się wzajemnie uszczęśliwiać. Jest coraz mniej czasu, a wspomnienia, które budujemy teraz, zostają na całe życie. A ja nie chcę wspominać Ciebie jako życiowej nauczki tylko jako bohatera, który przeprowadził mnie przez najgorszy okres. I móc opowiedzieć o Tobie moim dzieciom, jak pewnego dnia spotkałam w swoim życiu dobrego człowieka, który przyniósł tak wiele szczęścia do mojego życia.
——————
To tyle na dziś.
Pomału tracę chęć dzielenia się tutaj swoimi myślami. Zauważam jak zamykam się w sobie. Do niczego to nie dąży. W ostatnich dniach uświadamiam się tylko i wyłącznie w tym, że nie jestem już mu dłużej do niczego potrzebna. I że nie myśli o mnie. Nie tęskni. Nie pyta. Nie chce.
Chyba przyzwyczajam się do życia bez Niego.
Ale czuję się do niczego, tylko przecież nie mogę mu tego pokazać. I tak już dawno wygrał tę grę.
A ja zostałam sama, bez Niego.
Z głupią nadzieją, że w poniedziałek go w końcu zobaczę.
(3…)
Komentarze
Prześlij komentarz