Daj mi uśmiech
Czuję dziś smutek. Nieduży. Taki pojawiający się chwilowo.
Czuję się tym problemem. Czuję, że zawodzę i, że jestem męczącą wszystkich osobą. Mam ochotę zamknąć się w sobie i z nikim już nie rozmawiać do końca dnia. Schować się w kącie, przykryć kocem i zamknąć drzwi na tysiąc zamków.
Czuję się negatywnie oceniania, mimo, że nic takiego się nie stało. Nic dziś nie idzie po mojej myśli. Dodatkowo boli mnie ta cholerna noga.
Potrzebuje jakiejś uwagi, dobrych słów, które podniosą mnie na duchu. Nie wiem dlaczego odczuwam takie przygnębienie. Nie mam nawet dobrego powodu. Przyszło samo. Oby samo poszło.
On? Co ja mogę powiedzieć. Nie chciał to nie pytał, nie proponował. Muszę się nauczyć tego raz na zawsze. Przyjąć na klatę to, że nie jestem już tak samo chętnie, mile widziana. Że woli sam zwiedzić trochę świata. I to jest okej, ludzie się zmieniają. Ale moje ego nie potrafi sobie z tym poradzić.
Może kiedyś serce to zrozumie.
Ale na pewno marzę o tym by to On przyszedł do mnie, otworzył wszystkie zamki, zdjął ze mnie koc i wyciągnął mnie za rękę z tego kąta w który mam chęć uciec. Bo ta mała dziewczynka wgłębi mnie tylko spogląda przez dziurkę w kocu, czy może nie nadchodzi.
Co mam zrobić by się dziś trochę uśmiechnąć?
Komentarze
Prześlij komentarz