Dumna, Stonko.

 Jestem z niego dumna. Że super poradził sobie na biegu, wierzyłam w to, że mu się uda bo znam jego siły. Żałuję trochę, że nie mogłam tam być i oglądać jego poczynań, ale myślami byłam z nim i kibicowałam mu. 


Coś o mnie? 


Zaliczyłam rower, drzemkę, basen. Nic nadzwyczajnego. Trochę rzeczy sobie przemyślałam, pozbyłam się wczorajszego uczucia dyskomfortu. Staram się nie myśleć o niczym negatywnie, aby złej energii na siebie nie ściągnąć. 


Chcę cieszyć się tym co aktualnie mam i liczyć na to, że to zostanie jak najdłużej. Że uda nam się nie kłócić i znajdywać złoty środek. A dodatkowo, że będziemy potrafili rozmawiać o swoich problemach, zastrzeżeniach co do siebie wzajemnie i potrafili być dla siebie wyrozumiali. Żeby raz na zawsze wyzbyć się niepotrzebnej złośliwości w nas siedzącej. 


Bo oboje jesteśmy toksykami. Oboje mamy narcystyczne mechanizmy, jesteśmy uparci i chamscy. A do tego strasznie złośliwi. 


Czuję się dobrze. Siedzę tu i czasem pomyślę co porabiał resztę dnia po biegu, ale liczę, że odezwie się jeszcze i coś mi opowie. 


A jeśli nie to świat się nie zawali. Ale na pewno będzie mi miło. 


Śpij słodko moja Stonko.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia