Cześć. Znów się tu spotykamy. Gdy przytłaczają mnie emocje, najczęściej te negatywne, przychodzę tutaj, aby wyrzucić to z siebie. Siedząc w osamotnieniu, w tle leci cicho puszczona, kolejna z moich nowo ulubionych smutnych ballad o miłości. A ja smarkam w setną chusteczkę by pozbyć się ciążących mi łez. I mogłabym zganiać to na „te dni” w miesiącu, albo na zmęczenie, które mnie ostatnio dopadło, czy złość, która od kilku dni się we mnie kumuluje. A prawda jest taka, że to wszystko razem tworzy mieszankę wybuchową. A wisienką na torcie jest on. Który od kilku lat nieustannie nie wychodzi z mojej głowy, bo z serca jedną nogą udało mi się go wypchnąć. Czasem żałuję, że moje życie emocjonalne na poziomie miłosnym jest tak okropnie zepsute. Wiesz, przypadkiem pokochasz kogoś nieodpowiedniego, od kogo zależy cały twój nastrój każdego dnia, na kogo czekasz i o kim myślisz w każdej sytuacji. A te myśli przychodzą niekontrolowanie prosto z zepsutego serca. Wstanę? Ciekawe czy ...
Szkoda mi, że ostatnio tak mało czasu mamy na tulaski. Doceniam każdy moment i staram się nie pokazywać, że mi mało, ale… czasem mi mało. Nie tak bardzo bardzo mało, ale tak trochę mało. Tak, że bym chciała te 5 minut więcej. Te 15 minut więcej mizianka, 10 minut więcej buziaczków i 20 minut więcej drzemki będąc wtuleni w siebie. Ale ostatni tydzień był bardzo w pędzie. I nie proszę o to. Nie wymagam, nie mam nadziei. Bo gdy poproszę, będę tą złą. Tą, której wiecznie mało, co weźmie całą rękę zamiast palca. I pewnie tak często było. Ale wiem, że nie mogę się tak zachowywać cały czas. Bo gdy będzie chciał to sam mi to wszystko da. Jak to Mery Spolsky śpiewała “Nie bądź zołzą, nie dzwoń sto razy. Sam zadzwoni, ciesz się triumfem.” I cieszę się jak w każdym momencie stania w kolejce, czy czekania, położy się ze mną na te kilka minut. Jak położy łapkę na mojej nodze i pomizia w trakcie jazdy. I uśmiecham się w środku, gdy poczuje jego dotyk. Uwielbiam czułość, uwiel...
hej dzienniczku. przyszłam napisać co u mnie. dzień bardzo szybko mi zleciał. pozytywnie lecz z lekkim dystansem do świata. ucieszyłam się widząc go w tej pomarańczowej czapce z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. w jednym momencie chciałam wpaść w jego ramiona i zadać mu cios między żebra. tak profilaktycznie, dla remisu. on w serce, ja w żebra. ostatecznie jedynym rękoczynem był uścisk i buziak. przecież nie będę ukrywać, że na to czekałam. chciałam z nim porozmawiać, ale nie chce męczyć sobie sama tym głowy, dlatego ostatnio często pozostawiam niektóre sprawy bez dokończenia. mam wrażenie, że może to być oznaka tchórzostwa z mojej strony. kiedyś bym nie odpuściła, a dziś chcę tylko cieszyć się chwilą. wino z szynszylą odstawiłam na półkę i czeka na wyjątkową okazję. może któregoś dnia wspólnie je wypijemy? —— zastanawiam się czy kiedykolwiek spotkam kogoś kto mnie pokocha? i nie mówię tu o rodzinie, chociaż co do niektórych też mam wątpliwości. czy ...
Komentarze
Prześlij komentarz