I am trying to hate him
Podsumowując ten przeklęty wyjazd…
Nawet raz nie padło pytanie co u mnie. Nie pytał jak się czuję, czy wszystko okej, jak spędzam dzień, czy żyje, jakie mam plany, cokolwiek. Myślę, że gdybym przestała mu odpisywać to by nawet nie zauważył. Nie wie co robiłam. Nie wie z kim, gdzie byłam. Nie wie bo nie chciał wiedzieć. Gdyby chciał to by zapytał. To jest takie proste.
Chyba czuję się zła i obojętna. I nie wiem co więcej mam dziś tu napisać.
Miałam wyobrażenie, że chociaż raz usłyszę coś miłego, że myśli, że mu brak. Że chociaż raz dziennie, chociażby wieczorem zapyta o to jak mi minął dzień. Nawet gdyby miał tego nie przeczytać. Zapytać, dla picu, byle odbębnić. Ale nawet nie próbował udawać, że coś go interesuje. Przez chwilę myślałam, że nie będzie mógł się doczekać, aż wróci, aż mnie zobaczy. Jak bardzo się myliłam.
Trzeba być debilem, aby tak myśleć, co? Trzeba być mną.
Pamiętam, że gdy byłam na Krecie, codziennie myślałam o nim. Pisałam, pytałam. Też będąc zajęta, zwiedzając. Ale mimo dobrej zabawy, tamtejszego towarzystwa wiedziałam, że lepiej bawiłabym się z nim w tym miejscu. I pisałam mu o tym. Aby będąc tysiące kilometrów ode mnie, wiedział, że o nim myślę. Cieszyłam się będąc tam, ale chciałam wrócić. Między innymi do niego, aby go już zobaczyć. A to były raptem 4 dni.
I jestem zła na siebie, że nie potrafię w stu procentach pozbyć się jego z mojej głowy. Że jego traktowanie mnie, nie jest wystarczającym powodem, aby go kopnąć w dupe.
—
Ktoś mi kiedyś powiedział, że prawdziwie kochasz tylko wtedy, gdy nie czujesz nienawiści do kogoś, kto Cię zranił.
—
A on wysyłając mi zdjęcia, które wie, że mnie zdenerwują, sprawią przykrość, cieszy się. I nazywa to randkami.
Czym do cholery?
I sprawia, że czuję się tu, mnóstwo kilometrów dalej, jeszcze gorzej. Że myślę, że męczę się z tym. Katuję się.
On nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak każdy dzień był dla mnie ciężki. Że są tam tylko we dwoje, co robią. Jaką przykrość sprawiał mi fakt, że to co ja chciałabym z nim robić, robił z kimś innym. Co zwiedzał, gdzie był. Że z nią nie było mu szkoda chodzić po restauracjach. Tymczasem ze mną odwiedzając żabki i taniego kebsa na rogu.
I jasne, że to ma swój urok. Że nie potrzebuje dużo, aby być szczęśliwa u jego boku. Doceniam każdy moment z nim spędzony. Nawet gdybyśmy mieli siedzieć pod mostem, jedząc dwudniowy chleb z dżemem. Ale porównując teraz te dwa światy, czuję się jak Kopciuszek przed przemianą w Księżniczkę.
A ona żyje z nim jak Księżniczka, której poprzewracało się w dupie.
•••
Już jutro.
Nadchodzi wyczekany poniedziałek.
Czy chociaż po tej całej lawinie przykrości, jaką sprawił mi przez te kilka dni, postara się, by się ze mną spotkać?
O niczym tak bardzo nie marzę…
(2…)
Komentarze
Prześlij komentarz