Niewidzialna
Zapomniał o mnie?
Dziś jest gorsza wersja wczorajszego dnia. Nie odezwał się pierwszy choć czekałam kilka godzin. Nie podjechał na chwilę, choć był niedaleko.
Czy w ogóle czytał to co wczoraj pisałam? Pewnie też nie. Teraz w to wątpię.
I dziś zadaje sobie pytanie - dlaczego tak się zmieniło jego nastawienie do mnie? Tak nagle, o 180°.
Kurcze, no jest mi przykro i nawet tego nie ukrywam. Ale czy jego to obchodzi? Oczywiście, że nie. Więc co mi da to, że powiem mu o moim samopoczuciu? Nic, bo co najwyżej dostanę zjeby i zarzucone zostanie mi powodowanie kłótni.
A ja po prostu nie wiem co zrobiłam. Czym spowodowałam, że rzeczywiście stał się dziś chłodny wobec mnie. Przecież staram się być dobra, wyrozumiała, pomocna. A nagle budzę się w dzień, w którym spotykam się z jego gorszą wersją, którą próbuję w nim uśpić.
Zauważam najmniejszą zmianę zachowania i próbuje ją przypisać sobie, biorąc siebie za powód.
Ale myslę… może naprawdę ma tyle pracy, że nie ma chwili by wziąć w rękę ten telefon i podzielić się ze mną tym co robi? Bo może to ja czegoś nie rozumiem, może to dla mnie jest abstrakcja. Niepotrzebnie rozmyślam.
Ale przecież gdy się chce to się znajduje sposób i czas, prawda?
I tak kłócą się w mojej głowie te dwie myśli. Jedna strona go tłumaczy, próbuje zrozumieć bycie zajętym, a dla drugiej jest to niezrozumiałe i sprawia dyskomfort.
Nie cierpię w sobie tego, że zawsze muszę wszystko rozkładać na części pierwsze i szukać durnych powodów w sobie.
W teorii wiem, że powinnam odpuścić, wyluzować. Przecież wiem, że ja w niczym nie zawiniłam. Ale im głębiej w myśli zaglądam, tym bardziej się w tym zatracam. Nie potrafię znaleźć tego wyłącznika, aby zatrzymać myślenie. A bardzo bym chciała bo wiele by mi to ułatwiło. Przestałabym zamartwiać się tym na co nie mam wpływu i wymyślać sobie powody, które nie istnieją. I może zaczęłabym bardziej rozumieć innych. Że nie każdy jest taki jak ja. Nie każdy daje od siebie tyle co ja i nie każdy tyle potrzebuje.
Nie interesuje mnie technika kopania dołów, plan stawiania stelaża, szybkość rozsypki kamienia czy cholera wie co jeszcze, bo się na tym nie znam. Ale lubię widzieć jego postępy, lubię, gdy on chce się ze mną dzielić swoim progresem, tym co zrobił. Gdy chwali się jak coś mu wyszło.
A może chwali się komuś innemu? M…
Nie myśl.
Czy on po prostu nie chce się tym ZE MNĄ dzielić?
Nie myśl.
Odłożył na półkę zabawkę, która już znudziła mu się przez te kilka dni?
Nie myśl.
Czy specjalnie zachowuje się tak, chcąc zobaczyć co tu napisze? Jak się zachowam?
Milion myśli, które bym chciała wywalić z tej głowy raz na zawsze.
Ale czuję się dziś niewidzialna. I nie wiem dlaczego, gdy przecież się starałam, aby było wszystko okej.
Naginałam swój komfort, aby jemu było dobrze. Dalej naginam, próbując nie pisać teraz do niego. Nie poprosić go o uwagę spotkanie, cokolwiek. Byle go nie zdenerwować, uważając jak na jajko.
Było mi dobrze, za długo czułam się szczęśliwa i niczym się nie przejmowałam.
Chociaż ktoś kiedyś powiedział, że bać należy się dopiero wtedy, gdy jest zbyt spokojnie.
Ale czy tak musi być w każdym przypadku? Ja chyba najbardziej cenię sobie spokój i wcale mi on nie przeszkadzał w ostatnich dniach.
•••
Czy spotkam w końcu kogoś, kto będzie się cieszył ze mnie i chciał mnie tak jak on, trzy lata temu?
Proszę…
Komentarze
Prześlij komentarz