Obiad nad wodą

 Kocyk, woda, jedzonko i My. 


Dwie zagubione dusze, błąkające się po tym pięknym świecie, nie umiejące zdrowo nikogo kochać i wystarczająco odpuszczać.  Uparte, zwariowane, dla których konsekwencje nie istnieją. 


Czasem czuję, że jestem już gotowa iść na przód, bez Niego u boku. Ale wtedy nadchodzi taki moment, w którym ogrom tego świata mnie przytłacza. Przeraża mnie myśl radzenia sobie samej. 


Ale czy faktycznie byłabym sama? Pewnie nie. Mam mnóstwo dobrych osób wokół siebie, które by mi pomogły i mnóstwo jeszcze osób poznam. Ale tak bardzo przywiązuje się do ludzi, że po prostu nie chce pozostać w życiu bez Niego. 


I nieważne czy to On, czy inna ważna osoba miałaby odejść z mojego życia, nie wyrażam na to zgody. Nigdy. I bardzo ciężko jest mi się pogodzić z taką decyzją. 


Dlatego od lat otaczam się tymi samymi ludźmi. I wcale na to nie narzekam. Nie lubię zmian, nie lubię otwierać się przed nowymi osobami. Mam małe grono zaufanych ludzi i to mi wystarcza. Znajomych mam mnóstwo, ale nie każdy ma tą możliwość, aby poznać mnie bliżej. 


Czy jestem dzięki temu tajemnicza? Trudna do zdobycia? Czy jestem wyzwaniem? Nie. Zdecydowanie bym się tak nie nazwała chociaż kiedyś coś takiego usłyszałam. 


Powiedziałabym, że jestem zamknięta na ludzi przez swoje własne hamulce w głowie. Przez obawę przed zranieniem. Ale i też przez to, ze cenię sobie stabilność. A ciągłe zmienianie otoczenia mogłoby negatywnie na to wpłynąć. 


Dlatego wybieram godzenie się. Naprawianie relacji, starych, zużytych rzeczy. 


I przez to mam wrażenie, że nie bardzo pasuje do życia w obecnych czasach. Bo teraz łatwiej wyrzucić coś zepsutego i zastąpić to czymś nowym. Lepszym. A ja zawsze wolałam naprawić to, do czego tak bardzo się przyzwyczaiłam. Z czym czułam się komfortowo. 


Dlatego tak rzadko poznaję nowych ludzi, rzadko próbuje nowych potraw, rzadko kupuje sobie nowe ubrania czy buty. Bo jestem przyzwyczajona do tego co już mam. Boję się zaryzykować, aby się nie zawieść. I dopiero gdy nie będzie dało naprawić się z kimś relacji, gdy zabraknie moich ulubionych frytek, gdy nie uda mi się zaszyć kolejny raz tej samej dziury… dopiero wtedy spróbuję czegoś nowego. 


Ten dzień był dobry. 


Ps. Lubię go karmić, sprawia mi to wiele radości. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia