Presja pozabiegowa
Było dobrze, do czasu.
Ostatnie kilka dni spędziłam w większości z uśmiechem na twarzy. Nie przejmowałam się niczym. Wrzuciłam na luz. Wychodziłam z założenia, że będzie co ma być. Jak to mówią - miej wyjebane, a będzie Ci dane. I cóż, chyba zgadzam się z tym powiedzeniem. Jednak nie zawsze potrafię po prostu mieć coś w dupie. A tym bardziej coś, na czym mi zależy. I tak jak przez kilka dni czułam, że jestem totalnie wyluzowana, tak dziś mam spięcie tyłka.
Ale do tego dojdziemy później.
Weekend minął mi całkiem dobrze, chociaż muszę przyznać, że nie byłam bardzo z niego zadowolona biorąc pod uwagę osoby, których zainteresowanie sobą lubię. Bo… prawie go nie było. Ale czasem zęby trzeba zacisnąć.
„Przecież nie jestem Twój”
Nie, ale ja jestem Twoja.
Poniedziałek. Zawsze czekam. Nigdy nie wiem czy będzie dobrze, czy zapomni, czy się stęskni. Poniedziałek jest dniem zagadek. Zaczęłam traktować ten dzień jako wyznacznik całego tygodnia. Jeśli poniedziałek będzie dobry - czeka mnie dobry tydzień.
Czy był? Połowicznie… albo… na 75%.
Pół dnia na działce, tam miłe odwiedziny, czekanie na Babcię PHO i szybkie spotkanie. Zakończone małym smutkiem, ale informacją o fajnym wydarzeniu, które czekało na mnie już kolejnego dnia.
I zatrzymując się w tym miejscu, mogłabym powiedzieć, że faktycznie tak wygląda do tej pory mój tydzień. Momentami jest dobrze, a drugą strona medalu jest słaba. Nie tak całkiem słaba, ale czegoś w niej brakuje.
Wtorek, środa. Czy ja muszę dużo mówić? Kremówki, jezioro, kąpiel, zabiegi medycyny estetycznej. Było fajnie. Cholera, jak ja potrzebowałam takich wariacji z tym człowiekiem. Czuję się przy nim lepiej niż przy kimkolwiek innym. I jak bardzo chciałabym to zmienić, tak bardzo nikt inny nie pojawia się na mojej drodze, który mógłby mi to dać. Więc korzystam tyle ile mogę… byle zbyt szybko i nagle ta radość mi nie uciekła. Bo dochodzimy do dnia dzisiejszego.
Czemu mam spięcie dupy? Bo boję się, po dzisiejszych wiadomościach, po tym, że prawie nic nie wiem, co się dzieje, jak spędził dzień, czy wszystko ok… że zaraz znów będzie coś źle. Że ta cisza jest czymś spowodowana.
I nadszedł ten dzień w którym przestałam mieć przysłowiowo wyjebane.
Jakieś podejrzenia, pytania… a ja już widzę za tym presję, brak chęci, blokadę, chłód, wypierdalaj z mojeg…
I próbuje się narazie nie przejmować na zapas, bo myślę, że przecież zaraz się wszystkiego dowiem i wyjaśni mi się sprawa. Że niepotrzebnie nabiłam sobie dziś tymi myślami głowę, że Mysza zostanie jego Myszą bez zmian.
Narazie traktuje ten dzień jako odpoczynek od siebie, ale myślę, że gdzieś podświadomie mam jednak nadzieję, że jeszcze jutro go zobaczę, na choćby chwilę, przed weekendem i ciężkim tygodniem, pełnym pracy, który mnie czeka.
Czas pokaże, ale ja jestem niecierpliwa. Chciałabym wyprzedzić przyszłość, widzieć co mnie spotka, być przygotowana. Ale tylko wtedy jak mam obawy z tyłu głowy. A dziś się obijają między uszami.
Ale mam wielką nadzieję, że jest wszystko okej.
A moja głowa płata mi figle.
Nie myśl.
Śpisz? Ja czekam, ale Tobie już powiem - Dobranoc.
I dziękuję za fajne dwie wycieczki, wspólne obiadki oraz bliskość jaką udało nam się zorganizować. Jesteś super kumplem… i najfajniejszym Kotkiem.
PS. Nie obsmaruje Cię w necie.
Komentarze
Prześlij komentarz