Stonka



 Cześć. 

Kliknij tu, tak brzmi mój dzisiejszy dzień.


Dziś czuję pełen spokój. Czy to dziwne, że bycie spokojnym może być niekomfortowe? Wiem, że to może być pewnego rodzaju cisza przed burzą. Bo przez kolejny tydzień w mojej głowie będzie burza myśli, dni pełne sprzecznych emocji. 



Jakby taki sprawdzian dla naszej relacji. Czy będziemy na tyle wyrozumiali, aby się nie pokłócić? By każde z nas schowało dumę i ego do kieszeni? Aby po kolejnym tygodniu rozłąki, spojrzeć na siebie z radością w oczach, wyczekując tego dnia. 



Po powrocie wytulić się i siedzieć gdzieś z truskawkami, po obiecanym masażu, bez żadnej złości wobec siebie, ciesząc się, że mamy chwilę dla nas, opowiadając o tym jak minął nam czas. 



Chciałabym umieć teleportować się w czasie. Wtedy na pewno wybrałabym kolejny poniedziałek. Chociaż z drugiej strony czeka mnie teraz mnóstwo dobrych dni, fajnych zaplanowanych atrakcji na ten czas. 



Wiem, że teraz skupie się na sobie, ale z drugiej strony i tak chce, aby on dzielił się ze mną tym co zwiedza i jak mu tam jest. By był w moim telefonie najczęściej jak mu na to sytuacja pozwoli. Bym mogła wirtualnie przeżywać ten wyjazd z nim. I chce, aby ten czas spędził sam ze sobą dobrze, wiem, że wykorzysta go w stu procentach, ale jakaś cząstka zazdrości we mnie jest nadal złośliwa. Bo moje ego krzyczy, że ze mną by było mu tam lepiej. I bardzo cieszę się, że ma możliwość podróżowania, poznania nowych miejsc, sama o tym marzę, ale oboje wiemy, że nie umiem przetrawić jego towarzystwa tam. I to nie pozwala mi pokazać mojej radości wobec jego planów. Ale chcę żeby wiedział, że duża część mnie jest równie szczęśliwa, że jedzie, co on.



Ona. Jej obecność. To jest mój największy minus, najcięższa wada, którą muszę przepracować. Bo mam chore ambicje bycia najlepszą w jego oczach. Lepszą i ciekawszą od niej. Ładniejszą, śmieszniejszą, tą do której ucieka jak chce poczuć się dobrze i spokojnie. Z którą chce spędzać czas i rozmawiać. Chcę być jego wsparciem, prawdziwą kochanką, ucieczką od problemów, a nie być problemem. 




Stonka 



Dzień minął fajnie, nieplanowanie dobrze. Pełen luzu i dystansu do siebie. W śmiechu, miłym towarzystwie i o pełnych brzuszkach. Pożegnanie było wyjątkowo przyjemne, a ciało aż mi drżało pod jego dotykiem. W pewnym momencie patrząc w górę widziałam naszego nurkobusa. Pierwsze dni poznawania się. 


Można by żec, historia się powtarza.


I żegnając się pocałunkiem, i klapsami w tyłek, zaczynam walkę sama ze sobą, aby po powrocie wszystko było tak jak dzisiaj. By niczego nie zepsuć. Wrócić w pełnym wariactwie, uśmiechu i chęci spędzenia ze sobą tych kilka chwil w ciągu dnia.


I życzę nam, aby ta Stonka zmieniła się w Biedronkę, która ponoć przynosi szczęście. 


Bo kto wie? Może zatęskni za mną, może będzie myślał o mnie, może na bieżąco będzie dzielił się tym co robi, może nie zapomni o tym, że ja czekam. Albo zniknie, co liczę, że się nie wydarzy, chociaż wiem, że nie mogę zbyt dużo wymagać. 



Zastanawiał się dziś jakim zwierzęciem złośliwie mógłby mnie nazwać. Nie wymyśliłam nic śmiesznego, ale spójrzmy na Psa. Jest jedynym, który płacze z emocji oraz czeka wiernie na swojego kompana. Kocha bezwarunkowo, cieszy się na jego widok i chce spędzać z nim czas na zabawach. Nawet odczuwa zazdrość! Nie ma lepszego porównania, chociaż nie jest to złośliwe określenie, jest strzałem w dziesiątkę. 



Ale osobiście preferuję Myszkę. Słodką, zaczepną, delikatną, Jego. Czasem zagubioną, siedzącą pod ogonem swojego ulubionego Kota. 



Mogę być też Lwem, który walczy do upadłego, upartym Bykiem, albo Kozą, aby było śmiesznie. 



Fajny był ten dzień Stonko.


(7…..) 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia