Taya i Cisie

 Cześć tu Twoja Myszka Taya.


Od pierwszego wpisu dużo się wydarzyło. Były wzloty, upadki, jak w każdej relacji. Przyjacielskiej, rodzinnej czy związkowej. Były dni w których płakałam przez Niego, przez coś innego, albo bez powodu, ale były też dni w których byłam szczęśliwa, zadowolona i uśmiechnięta. Dzięki niemu, ale i też przez coś nie związanego z nim.


Statystycznie obstawiałabym 50/50. Oczywiście pragnę, aby więcej było tych dobrych dni, gdzie uśmiech nie schodzi mi z buźki. 


Lubię spędzać z Nim czas. 


I cholera jasna, zabijcie mnie, ale nie potrafię zmienić zdania. Lubię wsiąść do tej brudnej, niewygodnej ciężarówki i zrobić z nim ten nudny kurs do Częstochowy, bo lubię Jego. I cała ta otoczka tych szczegółów mi w ogóle nie przeszkadza. Bo gdy spędzam ten czas z nim to zapominam o kurzu, którym ubrudzę sobie koszulkę, niewygodnym fotelu, który powoduje ból w plecach czy nudnym krajobrazie trasy po drodze. To nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Ale czasem ponarzekać sobie muszę.


•••


I tak oto jesteśmy prawie trzy tygodnie później od pierwszego wpisu.


Ja czuję spokój. Moja wewnętrzna mała dziewczynka wie, że on jest. Wciąż i nigdy nie mój, ale sobie bywa w moim życiu. Widzimy się wtedy gdy pozwalają na to okoliczności, pomaga mi podjąć decyzje dotyczące działki i podpowiada co i jak. Pomizia, przytuli, pocałuje, pokocha się. Pośmiejemy się, pośpiewamy. 


I nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dobrze mi jest z takim stylem życia. 


Nie muszę go mieć na codzień. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia (za które często nie mogę się zabrać), mam inne plany, pracę. Ale gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest ten mój promyk słońca, który niesie za sobą wór dobrego samopoczucia. 


On, nowo nazwany Cisie. Hihi.


I mam nadzieję, że on również odczuwa ten spokój przy mnie. Że nie ma mnie za dużo na głowie. Że nie powoduje w nim irytacji, że nie ma mnie dość. Że cieszy się jak jestem i pomyśli o mnie, gdy mnie nie ma. Że po prostu będzie tak, jak jest. W porządku, bez przesady i bez sprawiania sobie przykrości. 


Bez kłótni, bez złych słów, w śmiechu i radości. 



Dziękuję, że taki jesteś. Że też dużo odpuściłeś. Bo widzę zmianę i doceniam. 

Taya. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia