Tom & Jerry

 Ja straciłam jego czy on stracił mnie?


Czy gdy wróci, jego jedną z pierwszych myśli będzie chęć zobaczenia się ze mną? Czy wpadnie na to, aby przyjechać do mnie chociaż na chwilę, utulić mnie, dać buziaka? Nic więcej nie chce jak rzucić się w jego ramiona, zamknąć oczy i przez chwilę, w ciszy, nacieszyć się jego obecnością. 10 minut. Sposobów na to jest pełno. Może wyjść do sklepu, może wyjść na rower, pobiegać, odwiedzić mamę. To ja mogę przyjechać do niego bo bardzo chciałabym go zobaczyć. Ale czy będą chęci z jego strony?


Bycie Tomem i Jerrym już dawno straciło swój sens. Wyżej wspomniani bohaterowie byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi pomimo zgrzytów i robienia sobie na złość. A my? Jasne, że ja dalej bym chciała być jego najlepszą przyjaciółką, z którą podróżuje gdy czas nam na to pozwala, na którą może liczyć. Na tym polegała nasza relacja. Tylko nie widzę już tych chęci z drugiej strony.


Spójrzmy na to inaczej. Do jakiego poziomu musiałam się zniżyć, aby w pewnym momencie prosić go o spędzanie z nim czasu tylko podczas jego pracy? I jak niewartą osobą w jego oczach musiałam być, że nie chciał poświęcić mi czasu, w którym pracuje, zarabia i w którym absolutnie nic nie traci? A nawet zyskuje? I to podwójnie. Zarabia i wraca spełniony seksualnie. Nie musi kłamać, nikogo oszukiwać. Nie musi poświęcać mi swojego prywatnego, wolnego czasu na spotkania. Który kiedyś chętnie mi dawał. Proponował wypady nad zalew, wycieczki, wspólne obiady, swój czas po pracy, aby chociaż chwilę spędzić razem, przytulić się, pogadać, opowiedzieć wzajemnie o swoich dniach. Teraz wydaje się to być dla mnie tak bardzo nierealne.


Czy faktycznie to ja straciłam jego? Czas, którego nie chciał mi poświęcać? Zainteresowania, którego mi nie dawał? Spotkania, których nie proponował? Kwiatów, prezentów, których nie przynosił? Z czasem to wszystko z jego strony zniknęło, a ode mnie wciąż to miał. Mój czas, pomoc, obiady, prezenty, mnie.


Ja nie straciłam nic, a on stracił kogoś, kto mu się oddawał z własnej woli.


I nie mogę powiedzieć, że tego żałuję. Bo dalej chętnie bym dawała mu to wszystko. Bezinteresownie. Dalej bym zrobiła mu naleśniki, lasagne czy kapuśniak. Dalej bym chciała pojechać z nim w trasę by spędzić z nim trochę czasu, pozwiedzać wspólnie, przegadać całą podróż. Chętnie kupiłabym mu prezent, bez okazji, aby było mu miło. Zapytałabym go jak mu minął dzień i jak się czuję.


Ale nie mogę dawać tego wszystkiego od siebie gdy sama nie dostaje nic. Gdy o każde spotkanie muszę się prosić. A w najlepszym przypadku dostanę w gratisie kilka bolesnych słów na swój temat.


Gdzie jest ten Tom, który uwielbia swoją Jerry? „Moglibyśmy się pozabijać, ale bez siebie umrzemy z nudów i tęsknoty”.


Czy te słowa jeszcze mają jakiś sens? Kiedyś miały, ogromny. Bo byliśmy dla siebie super przyjaciółmi, którzy chcieli dla siebie dobrze. A teraz tylko ja chce dobrze dla niego.


I tak bardzo chciałabym, aby zrozumiał, że cały czas idę swoją własną drogą. Skupiam się na sobie, na pracy, na rozwoju. Snuje plany własnego domu. Ale jak każdy człowiek potrzebuje wokół siebie przyjaciół. Przywiązuje się do ludzi. Nie chce poznawać nikogo innego, musieć zaufać komuś od nowa. On wie o mnie wszystko i naprawdę nie chce go stracić. Nie szukam miłości, ani w nim, ani w nikim innym. Nie chcę faceta, nie chcę pakować się w związek. Nie chcę poznawać nikogo na siłę. Chcę przyjaciela z którym będę dzielić się bliskością, intymnością. Nie mając żadnych zobowiązań. Spędzając czas tak, aby obojgu nam było miło i przyjemnie. Interesując się soba, dbając o siebie i motywując się wzajemnie. Czy to właśnie robią przyjaciele, którymi tyle czasu byliśmy?


Proszę, wróć do mnie Tom.


(4…)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia