Zrobiłam coś dla siebie

Postanowiłam zrobić dziś coś dla siebie.

Dziwne, co? 


Całe dnie myślę o nim. Czy się wyspał, czy wszystko w porządku, czy zjadł, jak spędził dzień, jaki ma humor. I najgorsza myśl… czy również myśli o mnie? Chciałabym zadać te wszystkie pytania i chciałabym, aby były one zadane mi. 


Ale… jeśli je zadam - będę natrętna, jeśli nie zadam - będę obojętna, jeśli sama opowiem o sobie - będę nachalna, a jeśli poproszę o zapytanie mnie - będę wymagająca. 


Jakikolwiek krok podejmę to spotkam się z krytyką i chyba to jest najgorsze. Pozostaję z milionem pytań bez odpowiedzi. Chciałabym uspokoić swoją głowę, ale przede wszystkim serce, które naturalnie martwi i interesuje się nim. Nie oszukam się i z każdym brakiem odpowiedzi czy pytania, wypalam się.


Co zrobiłam dla siebie? Zdecydowałam, że nie odezwę się pierwsza do niego, nie skupię się dziś na nim, a na sobie.


Pewnie na chwilę, ale na pewno z nadzieją, że on znajdzie sposób, aby się ze mną skontaktować. Że teraz to on będzie chciał znaleźć odpowiedź na pytanie - dlaczego? 

Śmieszne, nie? 


Dlatego, że nie mogę dłużej się poniżać i prosić o uwagę i szacunek.


I wiesz, smuci mnie to, że najprawdopodobniej jest mu to na rękę. Od pewnego czasu stanowię problem w jego życiu. 


A ja nie jestem złym człowiekiem, oddałabym mu wszystko. Zrobiłabym wszystko i byłabym zawsze gdyby mnie potrzebował. Taka już jestem.


Jak to nazwać? Oddanie? Ważność? Miłość? Czy po prostu głupota? 

Czy za dużo mu z siebie dałam? Chciałam tylko, aby czuł się ważny, kochany, wyjątkowy.

Bo takiego go widziałam i sama chciałam tak się czuć. 


Ten krok kosztuje mnie bardzo dużo odwagi. To jak z uzależnieniem. Wiesz, że coś Ci nie służy, ale nie potrafisz się odciąć. Musisz wypić to jedno piwo, zapalić jeszcze jednego papierosa czy zagrać chociaż raz w tę grę. I ryzykujesz wszystko, aby poczuć znów tą przyjemność, tą radość, którą Ci to daje. 


I mam nadzieję, że się odezwie. Że moje zniknięcie nie będzie mu obojętne, że zatęskni, że pokaże mi, że jestem ważna. Że znajdzie drogę do mnie. I ciągle sprawdzam telefon, messager, smsy, whatsappa. 


A jednocześnie sama chciałabym już do niego napisać i życzyć mu miłego dnia, zapytać o plany i samopoczucie. Napisać mu jak minął mi dzień, wysłać zdjęcie i usłyszeć, że jego Myszka jest piękna. Zobaczyć wieczorem to “dobranoc” i móc spokojnie iść spać z myślą, że mimo nie mój, to gdzieś jest. 


I walczę ze sobą. Rozum z sercem. Kiedy wiem, że moja obecność jest mu obojętna, ale mam nadzieję, że to tylko zły sen. 


Proszę, bądź. 

I need you


Dobranoc. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia