Nienawidzę Was i siebie

 Co jest moją słabością? 

Że jestem wrażliwą osobą. Łatwo mnie zranić i łatwo przychodzi mi płacz. 


Dlatego teraz płaczę, pisząc to wszystko co czuję. 


Bo czuję się beznadziejna. Wczorajszy dzień dosadnie pokazał mi, że jestem nic nie warta dla niego, że ma na mnie wyjebane i w sumie to mogę sobie po prostu już iść, a on nawet nie zauważy. Odnoszę wrażenie, że nie interesuje go nic co jest związane ze mną, a ja nawet nie chcę sobie już wmawiać, że jest inaczej. I nie chcę go dłużej tłumaczyć, że nie ma czasu. On ma mnie w dupie i muszę to zrozumieć. 

Pokazał mi przez kilka dni coś cudownego, co różni się totalnie od tego, co pokazuje mi wczoraj czy dzisiaj. I cholernie mnie to teraz boli. Bo czuję się tak, że gdy było źle z nią to przyszedł do mnie. Wziął co potrzebował, uwagę, czułość, dbałość o niego, towarzystwo, przyjemność. Wziął tyle ile chciał i poszedł. Po prostu. A teraz, gdy jest tam dobrze, to ja poszłam w odstawkę. Jestem jego chwilową zabawką, której przecież kurwa nawet nie lubi. 



Dlaczego potrafi zainteresować się swoimi koleżankami lub potrafi zająć się tą starą rurą, postarać się dla niej, która ma go kurwa w dupie, nie dba o niego, a dla kogoś kto oddałby za niego cały świat, nie potrafi chociażby zapytać jak się czuję? Powiedzieć jednego dobrego słowa w ciągu doby? Sprawić chociaż wrażenie zainteresowanego. Zrobić cokolwiek, dać coś małego od siebie. Po prostu znika, zasłaniając się brakiem czasu. 


Nie ma czegoś takiego jak brak czasu, są tylko priorytety. A ja dla niego jestem na ostatnim miejscu jakichkolwiek priorytetów. Ba, nawet koło nich nie stoję. Nic dla niego nie znaczę, już od dawna. Jedynie dziurę.


I dzisiaj czuję do niego nienawiść, złość. Że znów tak mnie potraktował, czuję się po prostu przez niego wykorzystana, czuję się odrzucona. Jak najgorsza zabawka, nic nie warta laska, o której tak łatwo zapomnieć. 



I nawet nie mam słów na to jak łamie mi się serce. Bo on nic nie rozumie. Albo nie chce mnie zrozumieć. Bo jest cwany i bardzo dobrze wie, co mnie boli, zna moje słabe punkty i co jakiś czas w nie uderza. I też wie jak sprawić we mnie radość i jak nie dużo potrzebuje, ale tego nigdy nie robi. 

W tej chwili widzi swój własny czubek nosa. To, aby jemu było dobrze. Przez ostatnie kilkanaście dni czułam się naprawdę szczęśliwa, a raczej nie miałam żadnych powodów do smutku, a teraz ryczę za kimś, kto kolejny raz pokazał mi, że to wszystko było udawane. Że wcale nie jestem tak cudowna jak się przy nim czułam. 


Dlaczego od niej wymaga zrozumienia swojego zachowania, gdy sam wobec mnie zachowuje się w taki sposób? A powtarzam mu to tysięczny raz. Wie, że sprawia mi ogromną przykrość, ale na koniec powie, że to wszystko jest moją winą, że za dużo wymagam, że się nakręcam. Czyżby nie przekłada na mnie jej chorych zachowań?   


I każdemu na moim miejscu byłoby przykro. Przynamniej komuś, kto ma serce. Więc wątpię, że on mnie zrozumie…


Jestem wściekła też na siebie, że znów pozwoliłam sobie uwierzyć, że jest już wszystko okej. Mam ochotę wyrzucić telefon przez okno, rozwalić szafkę, albo pędzić z ogromną prędkością po ulicach miasta. Wyżyć się, wykrzyczeć, wyrzucić z siebie ten ból, który we mnie spowodował. Albo wykrzyczeć mu to prosto w twarz. 


A najgorsze jest to, że dalej pobiegłabym do niego bo jedyne o czym marzę to schować się w jego ramionach. On jest moim powodem smutku i ratunkiem w jednym. I bardzo dobrze to wykorzystuje za każdym razem. A ja tracę siebie coraz bardziej. 



Jest dzień dziecka. Rodzice nawet nie złożyli mi życzeń, gdy ja co roku staram się dla nich, na ich święta. To jest kolejna rzecz, która łamie mi dziś serce. Nie byli w stanie powiedzieć mi dziś kilku miłych słów.


Dlaczego ja zawsze jestem pomijana? Przez wszystkich. Niepamiętana? Dlaczego nikt nie zapyta się mnie jak się czuję, przez co przechodzę, jak minął mi dzień? Dlaczego każdy ma mnie w dupie, a ja tyle od siebie daje? I staram się jak mogę, aby każdy był szczęśliwy, czuł się ważny, pamiętany, wyjątkowy. 


-


Dlaczego jestem tak chujowa w Twoich oczach i nawet temu nie zaprzeczysz? 


Dlaczego nie napiszesz? 


Dlaczego pozwolisz mi tak się czuć? 


Dlaczego nie postarasz się sprawić, abym poczuła się lepiej? 


A… bo powiesz, że nie Ty od tego jesteś…



-

Jestem bezsilna. Bo nie potrafię sama sobie poradzić z tym kiepskim samopoczuciem. I muszę uśmiechać się do wszystkich, udając, że jest dobrze. A w środku się rozpadam. 



Bo mimo, że propozycja buziaka z rana była miła, to nie wpadniesz na pomysł, aby zorganizować to w innym czasie. Za godzinę, dwie, wieczorem, czy kolejnego dnia rano. Pomyśleć i wykombinować inny termin, aby sprawić tą radość… tak szybko się zawsze poddajesz.


-


Złanoc. 

(od wczoraj)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia