Tony smutku pisane w liście

List do G.


Pamiętaj, że uwielbiałam Cię nad życie, i myślę że nigdy nie przestanę. Zawsze będę o Tobie myśleć, życzyć Ci dobrze, byłeś dużą częścią mojego życia przez długi czas, i jest mi przykro, że już nie znaczę dla Ciebie tyle co znaczyłam kiedyś. Widzę, że się pogrążam, że stałam się dla Ciebie wstydem i ciężarem, ale mimo to dziękuję Ci za każde dobre chwile spędzone razem, za wszystko co przeżyliśmy. 


Nie mogę trwać przy Tobie jeśli mnie nie chcesz czy dłużej nie potrzebujesz. Uwielbiam Twój uśmiech, Twoja obecność, Twoją uwagę, Twoje żarty i będzie mi tego brakować, będę za tym wszystkim cholernie tęsknić. Żałuję, że najprawdopodobniej nie zabiorę tych klapek do twojej nowej ciężarówki, że nie zwiedzę z Tobą nowego miejsca, że nie zjem z Tobą chińczyka, że nie zaśpiewamy razem żadnej z naszych piosenek, że nie poleżymy na plaży, że nie poczuje Twoich ust, dotyku, że nie usłyszę od Ciebie “Myszko”…


Jest tyle rzeczy, które chciałabym jeszcze z Tobą przeżyć. Tyle miejsc odwiedzić, tyle piosenek zaśpiewać. Chciałabym spędzić z Tobą jak najwięcej wolnego czasu (którego i tak mamy mało), zrobić Ci obiad, spotkać się na buziaka, czytać codziennie “dzień dobry” i “dobranoc”, wiedząc, że myślisz o mnie, wyczekiwać spotkań, wspólnych podróży. Chciałabym śmiać się przy Tobie i leżeć na łóżku w ciężarówce, będąc mizianą po nodze. Chciałabym czuć się chciana, ważna, zainteresowana. Chciałabym czuć się piękna i pożądana. Bo taka zawsze się przy Tobie czułam. Czułam się wyjątkowa i za to Ci dziękuję najbardziej. 


I wiesz, że ja nie chcę tego kończyć, że dalej cholernie chce mieć Cię blisko siebie, móc to wszystko robić, co przez ten czas robiliśmy, jak podróżowaliśmy, śmialiśmy się, uwielbialiśmy swoje towarzystwo.


Ale chyba dopiąłeś swego. Chciałeś żebym odeszła i chyba właśnie próbuje odejść, abyś mógł być szczęśliwy. Bo ja już tego szczęścia chyba w Tobie nie powoduje. Próbuje odebrać swoje serce dla kogoś, kto na nie zasługuje, chociaż tak bardzo chciałabym, aby ono pozostało w Twoich rękach. Bo należy do Ciebie. I nie potrafię zabrać go z powrotem. 

Ale myślę, że nie jestem w ogóle na to gotowa, nie potrafię iść sama w ten ogromny świat. Ty byłeś słońcem, które oświetlało mi drogę, Ty ciągnąłeś mnie za rękę, sprawiałeś, że wierzyłam, że się da. I teraz boję się tego życia. Nie chcę iść w nie, nie mając Ciebie, Twojej opieki, Twojego oparcia.


Ale nie mogę kurczowo trzymać się liny, którą Ty odcinasz nożyczkami, chcąc, abym wpadła w tą przepaść. A ja z krwawiącymi dłońmi ciągle błagam Cię, abyś tego nie robił. 


Mam nadzieję, że przez ten krótki dla Ciebie czas, mogłeś poczuć się kochany. Poczuć się ważny, że ktoś w końcu zadbał o Ciebie tak jak powinien. Dałam Ci wszystko co mogłam, na co według mnie zasługiwałeś. Oddałam Ci siebie. Byłeś pierwszym mężczyzną, któremu zaufałam i jednocześnie pierwszą życiową lekcją. I nadal chciałabym dawać Ci to wszystko, gdybyś mi tylko na to pozwolił. 



Czy jeszcze kiedyś będę Twoją Myszką?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia