2 stycznia

 cześć dzienniczku, tak dziś pomyślałam, że chciałabym pisać tu coś codziennie. pisać dla siebie, aby wyrzucać z siebie emocje, których nikt wokół mnie nie chce oglądać. wiem, że to przykre, ale powoli uczę się przeżywać to wszystko sama ze sobą. smutek, radość, zawód, ekscytacja. bardzo bym chciała dzielić to z innymi ludźmi, ale tamten rok przekonał mnie, że nikogo to nie interesuje. ludzie odchodzą, a ja będę ze sobą na zawsze.


dziś odczuwam mniejszy smutek. wstając rano ujrzałam piękny wschód słońca, dzięki któremu poczułam przypływ optymizmu. przypływ pozytywnych myśli i cień nadziei. nadziei na lepszy dzień. czy taki był? na pewno. mniej o nim myślałam, może mniej bolało, chociaż nadal łapałam się na sprawdzaniu telefonu w poszukiwaniu wiadomości od niego. 


nie pisał. 


i wiesz, w sumie chciałam dziś od niego odpocząć, ale myśl, że ktoś się tobą interesuje jest niesamowicie kojąca. a tym “kimś” nie może być byle kto. 


i mijają kolejne godziny w których dalej nie pisze. chciałabym powiedzieć, że jest mi to obojętne, ale właśnie pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. 


bo dałam mu wybór. a on nie zapytał już o nic. 


teraz spróbuję usnąć, chociaż w mojej głowie zaczyna toczyć się walka myśli, która wcale mi tego nie ułatwia. ale będę zasypiać z nadzieją, że jutro to on odezwie się do mnie. że życząc sobie rano miłego dnia, będziemy wyczekiwać oboje tego momentu w którym zobaczymy się po raz pierwszy w tym roku. 


gdzie przytulimy się do siebie, a ja będę mogła rozpłakać się tym razem z radości, czując jego słodki pocałunek na czole. 


dobranoc g. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

too much

Touch

3 stycznia